Piwo to napój, który ma z pewnością wielu wiebicieli w kraju nad Wisłą. Jedni lubią Warkę, inni Żywca, a jeszcze inni Dębowe. Z pewnością polskich marek piwa jest pod dostatkiem, ale mnie często kusi spróbowanie czegoś nowego. I od czasu do czasu próbuję piw z róznych krajów - od popularnych w Polsce piw irlandzkich i niemieckich, po różne bardziej egzotyczne marki. A jak już spróbuję, to chętnie podzielę się wrażeniami.
niedziela, 02 września 2007
Jabłkowy trunek

Po wypadzie do kraju Madziarów dziś czas na nietypowy trunek z Wysp Brytyjskich. Nietypowy, bo zamiast chmielu pachnie kwaśnymi jabłkami - ale widać Brytyjczycy, mimo długiej historii browarnictwa na swoich ziemiach, czasami uciekają się do takiej egzotycznej odmiany napoju serwowanego powszechnie w pubach.

Strongbow to chyba najpopularniejszy Cydr w Londynie. Cydr, w przeciwieństwie do prawdziwego piwa, produkowany jest nie z chmielu i jęczmienia, ale ze sfermentowanych jabłek (podobnie jak nasz rodzimy 'jabcok'). Jednak w przeciwieństwie do swojego polskiego odpowiednika nie jest doprawiany siarką, ma mniejszą moc i smakuje też trochę lepiej. Z tego względu preferowany jest najczęściej przez damy, a prawdziwi mężczyźni patrzą na niego dość pogardliwie. Ja jednak postanowiłem przezwyciężyć swą niechęć aby zaprezentować czytelnikom swoją opinię na temat tego wynalazku. Przy okazji chciałbym też zauważyć, że w londyńskich pubach cydr jest traktowany na równi z piwem - kranik z napisem 'Strongbow' znajdować się może między kranikami np. Guiness'a i Fosters'a. Z resztą i metoda produkcji (górna fermentacja) jest zbliżona do niektórych gatunków piw - dlatego cydr dla Anglika to obok ale, lager'a i stout'a jedna z odmian piwa.

Już w chwilę po otwarciu puszki można się zorientować, że mamy do czynienia z czymś nietypowym - zamiast aromatu chmielu można wyczuć raczej aromat szarlotki. Po nalaniu do szklanki - kolejne zdziwienie - zamiast słomkowego, płyn ma cytrynowy kolor. Piana również nie zaskakuje trwałością - znika po 30 sekundach. W sumie po tych doświadczeniach podszedłem do napoju dość sceptycznie - w końcu napój sprawiał wrażenie 'zabawkowego'. I rzeczywiście - po wzięciu do ust smakuje zupełnie inaczej niż piwo - dominuje cierpki smak jabłek i bąbelki. Te drugie to jednak nie drobne bąbelki 'piwne' ale raczej coś w stylu taniego wina musującego lub oranżady. Natomiast napój zawiera nadspodziewanie mało cukru - myślałem, że będzie słodszy. Niestety - piłem w chłodny wieczór, wiec nie mogłem sprawdzić, czy cydr dobrze gasi letnie pragnienie (a podobno tak). Natomiast mogę ostrzec przed zdradzieckimi procentami - są praktycznie niewyczuwalne ale w połączeniu z gazem robią swoje (i to dość szybko). Podsumowując - ciekawy 'wynalazek' na ciepłe dni, zwłaszcza dla kobiet.

Moja ocena (w skali 1-10): 3

Metryczka:
Nazwa: Strongbow
Producent: HP Bulmer Ltd., Hereford, Wielka Brytania
Pojemność puszki: 440 ml
Zawartość alkoholu: 5.3% vol
Kupiono w: Tesco, okolice Hyde Parku, Londyn

niedziela, 26 sierpnia 2007
Egészségedre

Po długiej przerwie czas na coś nietypowego w świecie smakoszy piwa - dziś przenosimy się do kraju gulaszu i leczo, by skosztować tamtejszego produktu sztuki browarniczej.

Arany Aszok to jasne piwo, którego nazwa tłumaczy się jako "Złoty cośtam" - niestety mimo roku studiowania języka (podobno to spokrewnione języki) okazuje się, że po węgiersku nie rozumiem zbyt wiele. Co gorsza - strona internetowa marki dostępna jest również tylko w języku rodzimym, więc o wytwórcy tego szlachetnego trunku mogę napisać tylko, że "Arany Aszok teszi teljesse" (mam nadzieję, że to nic obraźliwego).

Ale przechodząc do piwa - mamy do czynienia z typowym piwem jasnym - bez specjalnych udziwnień. Po nalaniu do szklanki piwo ma jasny słomkowy kolor, a w zapachu czuć lekką nutę chmielu. Drobna piana znika dość szybko, choć piwo ma sporą ilość gazu, wyczuwalną w czasie picia. Poza tym można wyczuć delikatną goryczkę i właściwie niewiele więcej. Podejrzewam, że piwo oprócz jęczmiennego słodu ma jeszcze jakiś dodatkowy składnik (ryż lub kukurydzę), bo smak jest naprawdę lekki i delikatny. Całość sprawia, że napój w sam raz nadaje się do gaszenia pragnienia w letnie popołudnia - tym bardziej, że skromna zawartość alkoholu (4,5%) pozwala wypić kilka kufli. Poza tym specjalnego wrażenia nie robi.

Moja ocena (w skali 1-10): 6

Metryczka:
Nazwa: Arany Aszok
Producent: Grartya a Dreher, Budapest, Węgry
Pojemność puszki: 500 ml
Zawartość alkoholu: 4.5% vol
Kupiono w: otrzymałem w prezencie - przyjechało prosto z Węgier

niedziela, 27 maja 2007
Świrus na upały

Po długiej przerwie, dziś powracam z trunkiem dość interesującym, choć zupełnie zaskakującym biorąc pod uwagę kraj pochodzenia. Czas na ciemne piwo (ale nie portera) od naszego pólnocnowschodniego sąsiada - Svyturys Baltijos.

 

Svyturys Baltijos - etykieta na butelce

 

Producent piwa - browar Svyturys (w Polsce często przezywany mianem 'Świrus') - szczyci się tym, że jest najstarszym producentem piwa na Litwie. Jednak data założenia (1784 rok) pokazuje, że Litwini przyjęli ten trunek ze znacznym opóźnieniem w stosunku do nas, a browarów, które mają więcej niż 220 lat jest u nas na pęczki. Zresztą w Kłajpedzie (gdzie wytwarzane jest to piwo), trunki na bazie chmielu były znane znacznie wcześniej - tyle, że importowano je z Niemiec (co było dość łatwe w mieście portowym). Zdumiewające jest to, że dopiero wyjątkowo ciężka zima i wyjątkowo upalne lato spowodowały, że ktoś w Kłajpedzie postanoowił zerwać z uzależnieniem miasta od niemieckiego piwa i założył własny browar. Na szczęście okazało się, że było warto.

 

Piwo Svyturys Baltijos - w szklance

 

Sam trunek jest o tyle ciekawy, że państwa nadbałtyckie słynęły głównie z porterów i piw jasnych - natomiast w tym przypadku mamy do czynienia z dość trunkiem o ciemnobursztynowej barwie, które nie kwalifikuje się do żadnej z tych kategorii. Piwo cechuje się dobrym nasyceniem 'bąbelkami', choć po przelaniu do szklanki tworzy cienką (choć dość trwałą) warstwę piany. Jeśli chodzi o zapach - wyrażnie czuć w nim słód oraz nutę chmielu - czym trochę przypomina brytyjskie ale. Podobnie jest ze smakiem - choć w przeciwnieństwie do piw angielskich, goryczka jest prawie niewyczuwalna. Dominuje karmelowo-chmielowy smak, z pewną 'dębową' nutą - wyrażnie można wyczuć, że piwo prawdopodnie jest warzone w drewnianych naczyniach. Alkohol jest prawie niewyczuwalny, a gaz lekko szczypie w język.

Podsumowując - piwo ma dość niespotykany jak na ten region smak, starając się połączyć głęboki smak piw ciemnych z pewną orzeźwiającą nutą lagerów. Z tego powodu całkiem nieźle gasi pragnienie w czasie upałów - czego miałem okazję doświadczyć. Aha - chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że piwo zawiera całkiem sporo (6%) alkoholu.

Moja ocena (w skali 1-10): 7

Metryczka:
Nazwa: Svyturys Baltijos
Producent: Svyturys, Klaipeda, Litwa
Pojemność butelki: 500 ml
Zawartość alkoholu: 6.0% vol
Kupiono w: Piotr i Paweł , Blue City, Warszawa

niedziela, 06 maja 2007
Piwo dla prawdziwego twardziela

Dziś, po długiej nieobecności, piwo, które zapiera dech w piersiach. I to dosłownie. Oto napój, którego jednym haustem nie potrafiłby wypić nawet Chuck Norris. A nazywa się dość niepozornie - Cave Creek Chili Beer .

 

Chili Beer w butelce

Piwo produkowane jest niewielkim miasteczku Cave Creek w Arizonie, którego populacja wynosi 1328 (włączając bydło i kojoty). Sam browar nie może się pochwalić zbyt długą historią - został założony przez niejakiego Niemca imieniem Arnold w 1989 roku (ku zdumieniu miejscowych) i produkuje tylko jeden rodzaj piwa - ale za to jaki.

 

Chili Beer w szklance

Chili Beer jest sprzedawane w butelce z niebarwionego szkła i na pierwszy rzut oka wygląda jak normalny lager. Jeśli jednak przyjrzymy się dokładniej butelce, to w szyjce zauważymy zieloną papryczkę, która nadaje mocy temu trunkowi w stopniu o wiele większym, niż zawarty w nim alkohol. Po przelaniu do szklanki piana wytrzymuje mniej więcej 15 sekund - nawet Jabłonowo jest pod tym względem lepsze. Piwo nie imponuje też zapachem - jest dość typowy, choć mniej intensywny niż w przypadku innych lagerów. Po wzięciu do ust też nie odczuwamy niczego specjalnego - prawie brak goryczki, aromat właściwie niewyczuwalny, bąbelki ledwo szczypią w język. I wszystko jest generalnie mówiąc mdłe - do momentu, kiedy napój znajdzie się w tylnej części jamy ustnej. Wtedy uaktywniają się kubeczki smakowe odpowiedzialne za odczuwanie smaku ostrego - i zaczyna się jazda. Jeśli ktoś próbował ostrego sosu u 'chińczyka' to wie o czym mówie. Piwa generalnie nie da się pić - trzeba je sączyć. Pewną ulgę daje konsumpcja chipsów w dużych ilościach (o ile nie są o smaku ostrej papryki). Bez chipsów chyba się nie da wypic butelki - mi moja zajęła 30 minut (ze wsparciem dodatkowej osoby i dużej paczki Lays'ów o smaku zielonej cebulki). Niewątpliwą zaletą jest fakt, że piwem trudno się upić - ma 4,2% alkoholu, więc trzeba by było wypić duże kilka butelek - co ze względu na 'czynnik Chili' jest niewykonalne.

Podsumowując, Chili Beer to 'piwo-ciekawostka', choć ciekawostka generalnie ma mało wspólnego z jego 'piwnością'. Do spróbowania kiedyś przy okazji - ale nie sądzę, by grono osób, które kupują to piwo regularnie było bardzo duże.

Moja ocena (w skali 1-10): 3

Metryczka:
Nazwa: Cave Creek Chili Beer
Producent: Black Mountain Brewing Company, Cave Creek, AZ, USA
Pojemność butelki: 330 ml
Zawartość alkoholu: 4,2% vol
Kupiono w: Piotr i Paweł , Blue City, Warszawa
Cena: nie pamietam

niedziela, 04 lutego 2007
Dębowe po angielsku

Kilka lat temu na naszym rynku pojawiło się piwo 'Dębowe' - wydawało się wtedy, że to nowość. Dziś pora zdemaskować to naśladownictwo - piwo dębowe powstało w Anglii ponad 200 lat temu i po dziś dzień sprzedawane jest pod nazwą 'Strong Suffolk Vintage Ale'.

 

 

Piwo Strong Suffolk Vintge Ale - etykieta na butelce

 

 

Jak można dowiedzieć się z etykiety, piwo jest unikalną mieszanką dwóch piw typu 'ale'. Pierwsze z nich - Old 5X - to piwo warzone z maksymalną mocą (ok. 12%), które leżakuje następnie w dębowych beczkach o pojemności ok. 11 700 litrów (to chyba te z reklamy 'Dębowego'). Przed samym butelkowaniem piwo mieszane jest z BPA - świeżym ale, które trafia do butelki prosto z procesu fermentacji. I tak od 1799 roku w hrabstwie Suffolk we wschodniej Anglii powstaje znakomite piwo, które udało mi się dziś przetestować.

 

 

Piwo Stronh Suffolk Vintage Ale w szklance

 

 

Już po otwarciu butelki można się przekonać, że piwo spędziło w beczce dłuższą część swojego życia - dębowy zapach z pewnością to potwierdza. Po przelaniu do szklanki pokazuje się drobna, brązowa piana, która utrzymuje się przez kilka minut. W zapachu - oprócz dębowej nuty można natomiast wyczuć aromat słodu i trochę bliżej niezidentyfikowanych owoców. W smaku dominuje karmel i owoce, a całość uzupełnia szlachetny 'beczkowy' posmak. Goryczka prawie niewyczuwalna, podobnie jak alkohol, którego w piwie jest całkiem sporo (6%). Piwo było testowane w warunkach zimowego wieczoru, do którego wyśmienicie pasuje. Na letni piknik byłoby prawdopodobnie za ciężkie, ale od czego są lagery. Podsumowując - całkiem niezłe, brytyjskie ale.

Moja ocena (w skali 1-10): 8

Metryczka:
Nazwa: Strong Suffolk Vintage Ale
Producent: Greene King Westgate Brewery, Bury St Edminds, Suffolk, Anglia
Pojemność butelki: 500 ml
Zawartość alkoholu: 6.0% vol
Kupiono w: Albert , Galeria Mokotów, Warszawa
Cena: 9,39 zł

niedziela, 07 stycznia 2007
Z kolebki brytyjskiego piwa

Dziś przyszedł czas na kolejne angielskie piwo. Ale nie byle jakie, bo pochodzące z miasta, w którym według legend rozpoczęła się historia brytyjskiego browarnictwa. Dlatego mam dziś przyjemność zaprezentować najsłynniejszą markę pochodzącą z Newcastle upon Tyne – Newcastle Brown Ale.

 

 

Newcastle Brown Ale - butelka

 

 

Miasto Newcastle zostało założone jeszcze w czasach rzymskich (a więc jest starsze nawet od Gniezna) choć źródła historyczne nie mówią nic na temat tego, czy już wtedy warzono w nim piwo. Ale według prastarych brytyjskich legend, to właśnie tutaj pojawił się pierwszy browar po tej stronie kanału angielskiego (zwanego przez niektórych nieobytych ludzi kanałem La Manche). Być może miało to związek ze stacjonującymi tutaj legionami rzymskimi, które zabezpieczały imperium przed najazdami walecznych ludów z terenów dzisiejszej Szkocji. W wolnym czasie zapewne popijali sobie piwo i usypywali z kamieni długą groblę, znaną obecnie jako Mur Hadriana (jego szczątki są po dziś dzień widoczne z miasta).

Historia opisywanego trunku zaczyna się jednak dopiero w 1927 roku. Wcześniej na lokalnym rynku istniało kilka małych browarów, warzących miejscowe 'sikacze'. Na początku stulecia pięć z nich postanowiło połączyć swe siły tworząc Newcastle Breweries. Logo firmy - pięcioramienna niebieska gwiazda - stanowi równocześnie rozpoznawalny znak Newcastle Brown Ale. Piwo posiada również status produktu lokalnego chronionego przepisami Unii Europejskiej. Jest to o tyle dziwne, że od 2005 roku napój jest warzony poza Newcastle – widać unijni urzędnicy jeszcze się nie zorientowali albo w zamian za regularne dostawy 'próbek' przymykają oko na zaistniałą sytuację.

Newcastle Brown Ale - w szklance

 

Jeśli chodzi o sam trunek – z pewnością spełnia on wszelkie oczekiwania związane z piwami brytyjskimi. Ma ciemnobrązową barwę, którą można zaobserwować już w butelce (jest wykonana z niebarwionego szkła). Po nalaniu do szklanki powstaje drobna, nietrwała piana – bąbelków jest w nim w sam raz. Zapach dość ciężki, choć do ciemnych piw belgijskich trochę mu brakuje. Po nabraniu do ust goryczka jest prawie niewyczuwalna – dominuje słód oraz chmiel. Lekka nuta wędzonego drewna – nie wiem skąd pochodzi, ale to dość interesujące. Zawartość alkoholu w normie, choć piwo pozostawia pewne 'wrażenie'. Jest to dobry napój na wizytę w pubie w celu obejrzenia meczu piłkarskiego (na oglądanie krykieta się raczej nie nadaje). Podobnie z grillem na działce – to piwo raczej nie pasuje do tego typu atmosfery – bogactwo smaku nie zostałoby docenione w połączeniu z karkówką lub kiełbaską z musztardą.

Moja ocena (w skali 1-10): 8

Metryczka:
Nazwa: Newcastle Brown Ale
Producent: Newcastle Federation Breweries Ltd, Dunston, Anglia
Pojemność butelki: 330 ml
Zawartość alkoholu: 4.7% vol
Kupiono w: Piotr i Paweł , Blue City, Warszawa 

poniedziałek, 01 stycznia 2007
Piwo czy karma dla psa?

Pytanie jak w temacie zadałem sobie spoglądając na etykietę opisywanego dziś trunku. Co prawda kolorystyka zupełnie inna, ale mimo wszystko miałem pewne obawy, że piwo Marston's Pedigree jest przeznaczone raczej dla bardziej rozpaskudzonych psów, niż dla ludzi.

Etykieta od piwa Marston's Pedigree

Browar pana Marstona warzy jednak to piwo od 1834 roku - nie sądzę aby w tych czasach ktoś wpadł na pomysł specjalizacji w piwie dla czworonogów - co prawda ówczesne angielskie damy miewały różne dziwne pomysły, ale nie sądzę by interesował je alkohol dla ich pupilków. Oczywiście istnieje jeszcze druga możliwość - być może browar z czasem 'zszedł na psy' - w sensie dosłownym i w przenośni. Póki co z informacji udostępnionych przez producenta dowiedziałem się, że piwo produkowane jest na bazie naturalnych składników i cały czas przechowywane w dębowych beczkach by zachować swój oryginalny aromat. Brzmi nieźle - zobaczymy jak będzie w praktyce.

Piwo Pedigree w szklance

Otóż po otwarciu okazało się, że piwo pachnie całkiem przyjemnie i ma typową barwę dla trunku typu ale. Co do piany - udało mi się ją uzyskać jedynie w niewielkiej ilości i mało trwałą. W smaku lekka goryczka oraz wyczuwalny smak słodu. W testowanym przeze mnie egzemplarzu można było również wyczuć pewne owocowe nuty. Niska zawartość alkoholu pozwala delektować się więcej niż jedną butelką napoju. Podsumowując piwo sympatyczne, ale nie powalające swym smakiem.

Ocena - 6 (w skali 1-10)

No i na koniec metryczka:
Nazwa: Pedigree Exceptional Premium Ale
Producent: Marston's Brewery, Burton upon Trent, Anglia
Pojemność butelki: 500 ml
Zawartość alkoholu: 4.5% vol
Kupiono w: Piwiarnia Gambrynus, Blue City, Warszawa

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6